Przystań Ocalonych już działa!
Po niespełna dwóch latach wytężonej pracy możemy śmiało powiedzieć – mamy to! Do Przystani Ocalonych przybyły pierwsze rodziny.
Pół roku temu pisałem, że budowa Przystani Ocalonych zmierza ku końcowi. Był to dosyć ważny moment, bo większość budynków była już gotowa lub na wykończeniu, a jednocześnie nadal sporo brakowało do finalnego rezultatu. Nie wiadomo było jeszcze, kiedy będą mogły pojawić się tu pierwsze rodziny i czy nie wydarzy się coś nieoczekiwanego, co pokrzyżuje nam plany. Dziś możemy z dumą ogłosić, że największe przedsięwzięcie w historii Orlej Straży wystartowało.
I oczywiście, muszę tu zaznaczyć, że jeszcze nie wszystkie z planowanych rzeczy w pełni funkcjonują. Nie ma największego z budynków, czyli świetlicy, w której docelowo będą odbywały się kursy. Jej budowę zostawiliśmy sobie na koniec, bo nie ma co ukrywać, będzie to spory koszt. Tymczasowo zajęcia muszą być organizowane w innym budynku, w mniejszych salach. Szaro – piaskowe tynki, które są charakterystyczne dla nigeryjskiego krajobrazu może i mają swój urok, jednak wyglądają dosyć ponuro. Chcemy, aby było tu bardziej kolorowo, bo jest to miejsce przeznaczone w dużej mierze dla dzieci. Niemniej na malowanie przyjdzie pora, gdy już reszta prac zostanie zrobiona. W tym momencie kończymy podwyższanie ogrodzenia, robimy drenaż i przymierzamy się do montażu paneli solarnych. Przerwy w dostawach prądu są tu codziennością, więc musimy wspierać się agregatem, a wiadomo – paliwo kosztuje. Plac pomiędzy budynkami też jest trochę zaniedbany. Przez dwa lata produkowaliśmy własne pustaki, które suszyły się rozłożone na całej dostępnej powierzchni. Pozostałości piasku, cementu i kruszywa są dosłownie wszędzie i minie trochę czasu, aż znowu zrobi się trochę bardziej zielono. Pięknego i równego trawnika zapewne nigdy się nie doczekamy, bo to w końcu środek Afryki. W przyszłości pojawią się natomiast brukowane chodniki, może jakieś ozdobne drzewka, co powinno znacznie poprawić efekt wizualny. To są jednak detale i być może na siłę szukam pewnych niedociągnięć, by trochę utemperować swój zachwyt. Nie będę oszukiwał, że kiedy dwa tygodnie temu przejechałem przez bramę Przystani Ocalonych, aż zaświeciły mi się oczy. Tak jest, udało się! – pomyślałem. Wreszcie działa. A jak to działa?
Nauka i terapia w jednym
Ostatni raz, jak przekraczałem tę samą bramę, był tu jeszcze regularny plac budowy. Ekipa kończyła zbrojenie pod wieniec dachowy największego z budynków, w którym obecnie mieszkają rodziny. Cztery wdowy z dziećmi, które przybyły pod koniec sierpnia stanowią pierwszą, pilotażową grupę, która pozwoli nam jak najlepiej przygotować się do pełnego turnusu szkoleniowego. Od stycznia przyszłego roku planujemy już kompletną obsadę, czyli 10 rodzin, dla których Przystań Ocalonych, będzie domem przez 3 miesiące. Ta część kompleksu będzie więc niebawem tętniła życiem, bo możliwe, że razem z dziećmi będzie tu mieszkało nawet 50 osób. W budynku oprócz pokoi są dodatkowe łazienki z prysznicami oraz pralnia, a na środku spore patio. Jest też pokój gościnny, dzięki czemu codziennie od samego rana mogliśmy uczestniczyć w życiu tej tworzącej się społeczności.
Tuż obok stoi drugi spory budynek, w którym swoje pokoje mają strażnicy ochraniający Przystań. Tych w sumie jest dziesięciu. Na co dzień mieszkają poza ośrodkiem i pełnią służbę na zmiany. Na razie muszą dzielić pomieszczenia z salami do kursów, zanim powstanie wspomniana wcześniej świetlica. Jak już jesteśmy przy kursach, to tych jest kilka i są bardzo urozmaicone – opieka nad zwierzętami hodowlanymi, ogrodnictwo i produkcja przypraw, szycie, krawiectwo, fryzjerstwo, kosmetologia i cukiernictwo. Do tego celu powstała cała infrastruktura. Oprócz w pełni wyposażonych we wszelkie niezbędne sprzęty sal jest też 5 rozległych szklarni, w których rosną pomidory, papryka i pieprz. Jest duża zagroda dla kóz i mała dla królików. Są baseny do hodowli sumów, a w niedalekiej przyszłości chcemy postawić kurnik i zacząć hodować również kury.
Zajęcia prowadzone są przez wynajętych instruktorów, którzy trzeba przyznać znają się na rzeczy. Przez ponad tydzień codziennie obserwowałem, jak cierpliwie i starannie nauczają swojego rzemiosła. Być może, gdybym miał okazję dłużej się poprzyglądać, to sam wyniósłbym z tych lekcji jakąś nową umiejętność? Skupiłem się jednak na dokumentowaniu i nieprzeszkadzaniu uczestniczkom, bo to one są tu najważniejsze. Widać było, że nauka sprawia im radość. Po raz pierwszy w życiu mogły uczyć się szycia na maszynach, piekły ciasta, wyrabiały mydło. Celem kursów jest nie tylko praktyczna nauka zawodu, ale mają one być też formą terapii zajęciowej.
Obecnie są tu 4 wdowy oraz 10 dzieci i muszę powiedzieć, że już teraz widać, z czym będziemy musieli mierzyć się w przyszłości. Wszystkie panie są w podobnym wiek. Mają około 30 lat więc i całe życie przed sobą. Mężów straciły niedawno, a ich rany są nadal bardzo świeże. Jedna z pań jest w początkowej fazie ciąży, inna ma 3-miesięczną córeczkę. Aż trudno mi sobie wyobrazić, jak musi im być ciężko, gdy nagle cały świat im się zawalił. Gdy mijałem je każdego dnia w drodze na zajęcia, potrafiły na krótko uśmiechnąć się szczerym, niewymuszonym uśmiechem, ale widać było, że nadal walczą z demonami przeszłości. Kobiety, które trafią pod dach Przystani Ocalonych, przybędą z ogromny bagaż traumatycznych doświadczeń. Planując całe przedsięwzięcie, wiedzieliśmy jednak, że sam etap stawiania budynków będzie tą łatwiejszą częścią.
Załoga, która dba o wszystko
Jest takie popularne stwierdzenie, że kuchnia jest sercem każdego domu. Nie inaczej jest tutaj, tyle że kuchnia wraz ze stołówką są osobnym budynkiem. To w kuchni wszyscy spotykają się cztery razy dziennie, aby zasiąść do stołu na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację. Wiecznie uśmiechnięte panie kucharki dbają, aby nikt nie był głodny, a do tego są istnymi wulkanami energii. Za każdym razem, gdy tylko zaglądałem z aparatem na zaplecze, natychmiast ustawiały się, aby zaprezentować jak najlepszą pozę. Cały czas zagadywały, żartowały, a ja zastanawiałem się tylko, skąd mają tyle siły. Jak wstawałem rano i wychodziłem przed dom, to nad kuchnią już unosił się dym oraz zapach przyrządzanych posiłków. Wieczorami zaś do późnych godzin paliło się tam światło.
Myślę, że kuchnia, czy też sama stołówka, jest również ważnym miejscem dla goszczących w ośrodku rodzin. Być może pierwszy raz w życiu mamy nie martwią się o zapewnienie jedzenia swoim dzieciom. Dzieci poznały zaś smaki potraw, których dotąd nie znały. Pyszne i kaloryczne posiłki dają im energię do nauki i zabawy. Tak, to miejsce na pewno jest strategicznym punktem na mapie Przystani Ocalonych.
Tuż obok kuchni znajduje się najgłośniejsze miejsce w całej okolicy, czyli przedszkole z placem zabaw. W budynku są dwie sale do nauki oraz zabaw, a tych nawet nie byłem w stanie zliczyć. Wszystko to zasługa wychowawczyń, które energią nie ustępują paniom kucharkom. Na samym początku zastanawiałem się jak to możliwe, że potrafią zaśpiewać dwie piosenki z rzędu, opowiedzieć bajkę mocno przy tym gestykując, przeprowadzić gimnastykę, a potem jeszcze usiąść z dziećmi na podłodze i nauczyć je, jak odczytywać godzinę na zegarze. Szybko jednak zrozumiałem, że one po prostu uwielbiają dzieci. Cały ten wysiłek tylko ładuje im baterie, a trzeba jeszcze zaznaczyć, że dzieciaki są po prostu wspaniałe. W tej pierwszej grupie, która zapewne będzie zapamiętana przez wszystkich na długie lata, są dzieci w wieku od 3 miesięcy do 10 lat. Oczywiście najmłodszy maluch jest stale z mamą, ale już cała reszta uczęszcza razem na zajęcia. Widok skaczących, śpiewających i uradowanych dzieciaków to coś niesamowitego. Tym bardziej że są to dzieci, które chwilę wcześniej doświadczyły prawdziwej traumy. Część z nich jeszcze kilka miesięcy temu musiała ukrywać się w buszu przed ścigającymi ich terrorystami.
Te konkretne rodziny zostaną w Przystani Ocalonych do końca listopada. Moment pożegnania będzie na pewno bardzo smutny i wzruszający. Szczególnie dla całej naszej lokalnej ekipy, która już zdążyła się z nimi zżyć. Na szczęście od nowego roku zacznie się nowy cykl i przywitamy kolejną grupę. Wiem jednak, że odwiedzimy jeszcze te rodziny, które jako pierwsze przekroczyły progi Przystani Ocalonych.
Woda źródło życia
Taka jest zresztą idea powstania Przystani Ocalonych. Nie ma to być jedynie miejsce, gdzie prowadzone będą kursy dla wdów i zajęcia dla dzieci. Nie chodzi tylko o udostępnienie tymczasowego schronienia, dającego czas na zapomnienie o tragedii. Przystań Ocalonych ma być przede wszystkim szansą na nowy, czysty start dla ofiar terrorystów. Dlatego każda z rodzin po opuszczeniu murów ośrodka dostanie wsparcie, mające pozwolić jej zacząć życie od zera. Co to będzie? Czasem odbudowa lub remont domu, innym razem otwarcie miejsca pracy, czy zakup zwierząt. Te 3 miesiące pobytu mają pozwolić poznać każdą z tych kobiet, aby móc dostosować pomoc indywidualnie do jej potrzeb. Będzie to nie lada wyzwanie również pod kątem finansowym, bo co kwartał będziemy musieli zapewnić wsparcie 10 rodzinom. Nie możemy jednak pozostawić ich z niczym, odprowadzić do bramy i powiedzieć „do widzenia”. Pomoc musi być kompleksowa, bo przyjmując tych ludzi pod swój dach, bierzemy za nich odpowiedzialność. Być może nie będzie powiedzeniem na wyrost, że ratujemy ich życie.
Kolejną, ostatnią już ważną kwestią, są miesięczne koszty utrzymania całego kompleksu. Instruktorzy, wychowawcy, panie kucharki, panie sprzątające, strażnicy ochraniający ośrodek. Wszystkie te osoby otrzymują oczywiście wynagrodzenie. Niewielkie lub wręcz skromne z naszej perspektywy, bo średnio wynosi ono w przeliczeniu 300 – 400 zł na miesiąc. Dużo zależy od kursu dolara, a jak wiadomo, ten potrafi czasem zaskoczyć. Ostatnio niestety negatywnie. Zatrudniając miejscowych, tworzymy nie tylko społeczność, ale również pomagamy kolejnym rodzinom. Strażnicy są weteranami, a niektórzy z nich odnieśli poważne rany, broniąc ludzi przed terrorystami. Dzięki pracy w ośrodku nie muszą martwić się o to, jak utrzymają swoich bliskich. Stabilne zatrudnienie w warunkach nigeryjskich to dla wielu osób wręcz marzenie. Dlatego oddają temu miejscu całe serce.
Do tego jeszcze koszty zakupu jedzenia dla kilkudziesięciu osób, paliwo, wszelkie materiały potrzebne do kursów. Wydatków jest sporo, bo i skala niemała. Na szczęście już na początku zadbaliśmy, aby Przystań Ocalonych miała własne źródła dochodów. W liczbie mnogiej, bo jest ich już w tym momencie kilka. Najważniejszym, który znacznie redukuje miesięczne koszty, jest produkcja wody pitnej. W przedsiębiorstwie, będącym integralną częścią ośrodka pracują obecnie 4 osoby. Zajmują się one pakowaniem woreczków z wodą, ładowaniem ich na samochody i rozwożeniem do pobliskich sklepów. Sam proces jest w większości zautomatyzowany. Woda ze studni głębinowej wędruje do maszyn filtrujących, po czym pakowana jest do małych woreczków i zgrzewana. W niedalekiej przyszłości planujemy też produkcję wody butelkowanej, bo zysk z jej sprzedaży jest większy. Do tego dochodzi sprzedaż papryki i pomidorów, a gdy uda się już zbudować świetlicę, będziemy również produkowali pustaki, krawężniki i kostkę brukową. Trudno teraz powiedzieć, jaki będzie z tego zysk, ale być może uda się choćby zbliżyć do samowystarczalności. Taki jest cel. Na razie musimy jednak wspierać finansowo funkcjonowanie Przystani. Miesięcznie będzie to około 15 tysięcy złotych. Z jednej strony sporo, bo to stały koszt. Z drugiej – mówimy o działającym 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu ośrodku, w którym w sumie przebywać będzie kilkadziesiąt osób.
Przystań Ocalonych bez dwóch zdań jest miejscem wyjątkowym. Daje schronienie, ale też nadzieję. Ma przywrócić ludziom godność oraz dać szansę na usamodzielnienie. Powstało od zera dzięki Waszemu wsparciu. Bez pomocy instytucji, dużych firm czy funduszy międzynarodowych. Teraz musimy iść za ciosem i zadbać o to, co tak mozolnie zbudowaliśmy. Ci cudowni ludzi – kobiety i dzieci, warte są każdego wysiłku.






