Przystań Ocalonych jest już prawie gotowa

23 marca 2026 | Orla Straż w Nigerii

Półtora roku temu rosła tu trawa do pasa. Dziś stoi kilka okazałych budynków, które już niedługo będą gotowe do przyjęcia pierwszych rodzin. Przystań Ocalonych w Nigerii wchodzi bowiem w finalny etap prac.

Wrzesień 2024 roku. Razem z Bartkiem Rutkowskim oraz naszą ekipą z Nigerii przechadzamy się po dopiero co zakupionej łące i palcem wskazujemy, gdzie staną kolejne budynki. Łące, bo oprócz wysokiej trawy i kilku ogromnych kopców termitów nie ma tu nic. Jest jedynie wizja w głowie, choć przyznam szczerze, że bardziej Bartka niż mojej. Ja zobaczę to oczami wyobraźni, dopiero gdy na ziemi pojawią się obrysy dwóch pierwszych budynków. Z reguły nie mam problemów z wyobrażeniem sobie, jak może wyglądać zagospodarowanie przestrzeni nawet jeśli jest ona „na papierze”. Robiłem w domu meble własnych projektów, rysując szkice na kartce, więc mam raczej umysł techniczny. Tu jednak od początku wiedziałem, że mamy do czynienia z czymś znacznie większym. Sam określiłem budowę Przystani Ocalonych największym przedsięwzięciem w historii Orlej Straży. Nie projektem, nie pomysłem, a przedsięwzięciem, bo brzmi to bardziej wyniośle. Zresztą nie jest to żadne wyolbrzymienie. Całkowity koszt budowy wyniesie ponad milion złotych, a to już nie przelewki. Z drugiej strony, czy jest to dużo, jeśli mówimy o dwóch dużych domach mających po kilkanaście pomieszczeń każdy, czterech sporych cieplarniach, małym przedszkolu, kuchni, kilku budynkach gospodarczych i wieży wartowniczej? Wszystko to na ponad hektarowej działce w pobliżu rzeki. Za tę cenę kupi się pewnie 2 lub 3-pokojowe mieszkanie w Warszawie, albo całkiem fajny dom pod Gdańskiem. No, ale to nie Warszawa czy Gdańsk a Nigeria. Nie ma co robić porównań. Przejdźmy więc do konkretów. Na początek krótkie wprowadzenie czym będzie Przystań Ocalonych i dla kogo ją budujemy.

Przystań Ocalonych jest już prawie gotowa

Dlaczego budujemy Przystań Ocalonych?

Od ponad 20 lat w stanie Plateau w środkowej Nigerii dochodzi do zamachów, których celem są głównie wsie zamieszkiwane przez chrześcijan. Masakr, w których rocznie giną setki ludzi, dokonują zmilitaryzowane bojówki wywodzące się z muzułmańskiego ludu Fulani. Ich zradykalizowane milicje etniczne uderzają punktowo, czasem napadając na całe miejscowości, innym razem dokonując pojedynczych zabójstw lub porwań dla okupu. Bardzo często mordują mężczyzn, zostawiając przy życiu kobiety z dziećmi. Nie ma tu jednak mowy o okazywaniu miłosierdzia. W Nigerii samotna matka z dziećmi zazwyczaj nie jest w stanie sama się utrzymać. Nie może liczyć na instytucjonalną pomoc, a rodzina przeważnie nie ma środków, aby ją wesprzeć. Jest więc zdana na siebie lub ewentualną pomoc sąsiadów. Zabójstwo głowy rodziny jest świadomym celem terrorystów.

Przystań Ocalonych będzie ośrodkiem, który ma zapewnić tymczasowe schronienie wdowom z dziećmi, których mężowie zginęli w atakach. Kobiety będą w nim uczyć się opieki nad zwierzętami hodowlanymi, uprawy roślin i warzyw, produkcji przypraw oraz ogólnej pracy w gospodarstwie. Warto dodać, że nauka będzie odbywała się pod okiem instruktorów. Oprócz tego mają tu znaleźć bezpieczną przystań i w spokoju dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach. W ośrodku będzie m.in. przedszkole, kuchnia, pokoje, w których zamieszkają rodziny oraz budynki gospodarcze. Docelowo każda z rodzin ma spędzić w Przystani Ocalonych 3 miesiące, a po opuszczeniu jej murów otrzyma wsparcie, które ma jej pomóc w rozpoczęciu nowego życia.

Przystań Ocalonych jest już prawie gotowa

A skąd wzięła się nazwa „Przystań Ocalonych”. Geneza jest raczej prosta. „Przystań” nawiązuje do położenia ośrodka nad brzegiem rzeki. Ma też symbolizować miejsce wytchnienia i odpoczynku przed dalszą podróżą. „Ocalonych” chyba specjalnie tłumaczyć nie trzeba. Ośrodek będzie azylem dla kobiet i dzieci, które przeżyły ataki terrorystów.

Jak to wszystko będzie wyglądało?

Maj 2026. Niecałe dwadzieścia miesięcy później jesteśmy w punkcie, w którym kończymy budowę i zaczynamy myśleć o przyjęciu pierwszych rodzin. Poszło bardzo szybko. Można wręcz powiedzieć, że błyskawicznie, jak na to, co właśnie powstaje. Duża w tym zasługa sprawnej logistyki, specyfiki miejsca oraz kilku rozwiązań, które ułatwiły proces budowy. Obyło się bez biegania od urzędu do urzędu z numerkiem w ręku. Oczywiście pewne formalności były, jak np. odbiór instalacji elektrycznej przez uprawnionego elektryka, ale to była kwestia jednego dnia. Nic też nie było stawiane na oko. Wynajęliśmy architekta, który przygotował kilkudziesięciostronicowy plan budynków. Na placu budowy była stała ekipa, która pracowała praktycznie codziennie. Żeby jeszcze bardziej ją usprawnić (pracę, nie ekipę) na początku kupiliśmy maszynę do wyrabiania pustaków. Dzięki temu mieliśmy materiały dosłownie pod ręką.

Przystań Ocalonych jest już prawie gotowa

Zaczęliśmy od wybudowania wieży wartowniczej. Może nie jest to jeszcze standard w Europie, ale w Nigerii… To zarówno kwestia bezpieczeństwa, jak i wizerunku. Taka lokalna forma trudnej do przeoczenia tablicy z napisem „nie wchodzić” albo „akwizytorom dziękujemy”. Nie zapominajmy, gdzie jesteśmy. Ośrodek już od pierwszych dni strzeżony jest przez weteranów samoobrony. Wybraliśmy chłopaków, którzy dowiedli swojej odwagi, broniąc napadniętych miejscowości przed terrorystami. Niektórzy z nich zostali ranni. Sprawdzili się, a my w podzięce daliśmy im pracę, aby mogli zapewnić godne życie swoim rodzinom.

Potem rozpoczęliśmy budowę dwóch największych budynków. Domu, w którym będą przebywać wspomniani strażnicy oraz drugiego, nieco większego, w którym zamieszkają rodziny. Każdy ma 10 pokoi, bo tyle przewidujemy rodzin oraz strzegących ośrodka żołnierzy. Są tam też oczywiście łazienki i toalety. W trakcie budowy tych dwóch domów wykopaliśmy studnię głębinową oraz postawiliśmy wieżę ciśnień. Obok wieży powstała stacja uzdatniania wody pitnej. Będzie ona wykorzystywana zarówno na potrzeby mieszkańców, jak i na sprzedaż. Właściwie ta część ruszyła już jakiś czas temu, ale o tym za chwilę.

Następne w kolejności były niewielkie przedszkole oraz kuchnia. Wraz z mamami do Przystani trafią też dzieci. Trudno powiedzieć, ile dokładnie ich będzie i w jakim wieku, bo to jedna ze zmiennych, ale budynek powinien wystarczyć na ich potrzeby. Jeśli pojawią się dzieci w wieku szkolnym, to na to również mamy rozwiązanie. Tuż obok za płotem jest prywatna szkoła. Jej właściciel rozpoczął budowę jeszcze przed nami, ale tworzył budynek etapami w zależności od posiadanych środków. Zaproponowaliśmy mu mały układ. Dostał od nas pustaki, żeby mógł szybciej skończyć szkołę, a w zamian dzieci z naszego ośrodka będą mogły przychodzić do niej na zajęcia.

Przystań Ocalonych jest już prawie gotowa

Ważnym etapem, który również działa od jakiegoś czasu, było postawienie 4 dużych cieplarni o powierzchni blisko 200 metrów kwadratowych każda. Mają one dwa zastosowania. Po pierwsze, kobiety będą uczyły się tu uprawy warzyw i przypraw, a po drugie, sprzedaż plonów zasili konto ośrodka i pozwoli mu stać się samowystarczalnym. Już dziś wiemy, że zyski mogą być całkiem niezłe, bo jedne zbiory potrafią przynieść nawet tysiąc dolarów dochodu. Do tego dojdzie sprzedaż pustaków, zaraz po tym, jak skończy się budowa oraz wspomnianej wody pitnej. Ta ostatnia pakowana jest w woreczki i sprzedawana do lokalnych sklepów. Fajne rozwiązanie, które podsunęli nam nasi przyjaciele zajmujący się budową.

Odliczamy czas do przywitania pierwszych rodzin

I tu chciałbym jeszcze wspomnieć w dwóch słowach o ekipie. Całość, od początku do końca, została zaprojektowana i wykonana przez miejscowych. Lokalny architekt zrobił plany według naszych wskazówek, ale wymiary poszczególnych budynków czy rozstaw pomieszczeń leżały już po jego stronie. Mamy zasadę, że staramy się w jak najmniejszym stopniu ingerować w to, co ma służyć ludziom, w miejscach, w których pomagamy. Nasze wizje niekoniecznie muszą sprawdzić się w innych warunkach klimatycznych czy kulturowych, dlatego dajemy wolną rękę ludziom, którzy wiedzą lepiej, jak funkcjonować w swoim kraju. Im mniej nas w tym wszystkim, tym lepiej. Budowlańcy oczywiście też są miejscowi. Zazwyczaj na placu budowy jest około 20 osób, choć bywało i ponad 30. Zbrojarze, dekarze, hydraulicy. Każdy etap prac wymagał zatrudnienia dodatkowych ekip.

Przystań Ocalonych jest już prawie gotowa

Mieszam tu czas przeszły z teraźniejszym, bo właściwie pozostał nam tylko krok do ukończenia budowy. Większość jest zrobiona. Część rzeczy dokończymy, jak pojawią się pierwsze rodziny. Na początek będzie ich trzy lub cztery zamiast docelowych dziesięciu. Chcemy najpierw przeprowadzić próbny kurs, żeby zobaczyć, czy wszystko działa i wprowadzić ewentualne poprawki. Jak to przeważnie bywa, dużo rzeczy wyjdzie w praniu. Przed samym pojawieniem się rodzin, powstaną jeszcze budynki gospodarcze, kurnik i zagrody. Jednym z elementów szkolenia będzie hodowla kur, królików i kóz. W planach jest jeszcze niewielki staw i hodowla ryb, ale wszystko w swoim czasie. Planów mamy sporo. Sporą część już zrealizowaliśmy, więc chyba śmiało można powiedzieć, że pewien sukces już osiągnęliśmy.

Kilka lat temu nawet nie marzyliśmy, że kiedyś będziemy w stanie wybudować taki ośrodek od podstaw. Owszem, postawiliśmy Centrum Sardashty oraz szkołę w Iraku, ale to zupełnie inny kaliber. Tym bardziej że pisząc ostatnie słowa tego tekstu, zerkam na datę na monitorze i uświadamiam sobie, że minęło 10 lat od założenia Orlej Straży. Znakomite rozpoczęcie nowej dekady naszej działalności.

Autor:

Dawid Czyż, Fundacja Orla Straż

Pin It on Pinterest