Boko Haram, ISIS, Fulanie – kto stanowi dziś największe zagrożenie w Nigerii?

17 stycznia 2026 | Bez kategorii

Jeszcze kilkanaście lat temu w wielu krajach Afryki terroryzm miał głównie charakter lokalny. Dziś jest jednym z głównych czynników destabilizujących całe państwa w regionie Maghrebu i Sahelu, a jego skutki bezpośrednio odczuwa ponad pół miliarda ludzi. Trudno też nie zauważyć, że zjawisko to jest ściśle powiązane z rosnącym fundamentalizmem islamskim. Na przestrzeni lat widać wyraźnie, jak szybko się on rozprzestrzenia i jak sprawnie ewoluuje.

Niełatwo wskazać jeden moment, od którego zaczął się gwałtowny wzrost liczby ugrupowań traktujących terror jako podstawowe narzędzie realizacji swoich celów. Jedni wskazują na rewolucję islamską w Iranie z 1979 roku, inni na schyłek wojny radziecko-afgańskiej i powstanie Al-Kaidy pod koniec lat 80. XX wieku. Nie bez znaczenia były również wydarzenia będące następstwem tzw. Arabskiej Wiosny. Upadek i destabilizacja państw takich jak Libia czy Syria stworzyły przestrzeń do ekspansji organizacjom terrorystycznym pokroju ISIS czy właśnie Al-Kaidy.

Faktem jest, że niezależnie od tego, który z tych czynników uznamy za punkt zwrotny, współczesny dżihadyzm ma zasięg globalny, a Afryka stała się jednym z głównych teatrów jego najkrwawszych odsłon. Widać to wyraźnie na przykładzie Nigerii, gdzie z roku na rok sytuacja bezpieczeństwa ulega dalszemu pogorszeniu. Doszło nawet do tego, że ugrupowania dżihadystyczne zaczęły walczyć między sobą o wpływy i kontrolę nad terytorium. Byłbym jednak daleki od stwierdzenia, że jest to powód do satysfakcji. Jak w każdej wojnie, najbardziej cierpią ci, którzy nie mają z nią nic wspólnego — ludzie żyjący w samym epicentrum zdarzeń.

Od jakiegoś czasu Nigeria zaczęła pojawiać się również w przestrzeni medialnej w Polsce. Kilkanaście tysięcy zabitych i rannych każdego roku nie mogło przejść bez echa. Zazwyczaj jednak doniesienia ograniczają się do podania liczby ofiar jakiegoś większego ataku, krótkiego fragmentu wypowiedzi lokalnego działacza praw człowieka czy przedstawiciela miejscowych władz oraz komentarza wyrwanego z raportu ONZ czy Amnesty International. Brakuje wyjaśnienia, dlaczego Nigeria od lat jest w ścisłej czołówce państw najbardziej zagrożonych terroryzmem. Często nie ma też informacji o sprawcach i ich motywach.

Od przeszło dwóch lat pomagamy ofiarom terroru w Nigerii i myślę, że dzięki naszej działalności wiele osób po raz pierwszy dowiedziało się o problemie, z jakim mierzą się mieszkańcy tego kraju. Dlatego warto powiedzieć trochę więcej na temat ugrupowań, które są głównym zagrożeniem zarówno w Nigerii, jak i w całym regionie Sahelu.

Zachodnia edukacja jest grzechem – Boko Haram

Chyba najbardziej znaną organizacją terrorystyczną w Nigerii jest Boko Haram, założone w 2002 roku przez Mohammeda Yusufa w Maiduguri, na północnym wschodzie kraju. Początkowo był to „jedynie” lokalny ruch religijny, niekiedy określany jako sekta, skupiony wokół miejscowego salafickiego meczetu. Nazwę Boko Haram tłumaczy się najczęściej jako „Zachodnia edukacja jest grzechem”, co dobrze oddaje ideowy fundament ugrupowania — sprzeciw wobec wpływom zachodu i przyjętemu systemowi szkolnictwa, które jej członkowie uważali za deprawujące i obce muzułmańskim wartościom Z początku grupa przyciągała młodych ludzi rozczarowanych korupcją, ubóstwem i marginalizacją północy Nigerii. Tworzyła zamknięte wspólnoty i stopniowo radykalizowała swoich zwolenników. Już kilka lat po powstaniu dochodziło do pierwszych starć z siłami bezpieczeństwa, jednak władze przez długi czas bagatelizowały zagrożenie oraz doniesienia o obozach szkoleniowych zakładanych przez Boko Haram. Rosły wpływy Yusufa, którego kazania były publicznie rozpowszechniane, w tym transmitowane przez telewizję i trafiały do coraz szerszego grona odbiorców.

Przełom nastąpił w 2009 roku. Po serii zamieszek i starć z policją Mohammed Yusuf został zatrzymany, a następnie zabity przez nigeryjskie służby. Wydarzenie to stało się momentem radykalnego zwrotu. Przywództwo przejął dotychczasowy zastępca Yusufa – Abubakar Shekau, który przekształcił Boko Haram w brutalną organizację zbrojną. Rozpoczęła się krwawa kampania wymierzona zarówno w struktury państwa, jak i w ludność cywilną. Celem ataków stały się kościoły, szkoły, urzędy, międzynarodowe instytucje oraz posterunki policji i wojska. Ofiarami padali chrześcijanie, którym fanatycy zadeklarowali otwartą wojnę, ale także muzułmanie uznani za „niewystarczająco zaangażowanych” w obalenie panującego porządku publicznego.

W kolejnych latach Boko Haram rozszerzyło też obszar swojej działalności o kolejne prowincje, a nawet wyszło poza granice Nigerii, atakując również w Nigrze, Kamerunie i Czadzie. Organizacja zyskała międzynarodowe powiązania — najpierw zwróciła się o wsparcie do Al – Kaidy, a w 2015 roku Shekau złożył przysięgę wierności tzw. Państwu Islamskiemu (ISIS). Sojusz ten nie przetrwał jednak zbyt długo.

Od 2009 roku Boko Haram przeprowadziło setki zamachów. Szacuje się, że ich bezpośrednią ofiarą padło co najmniej 35 000 osób. Jeśli uwzględnić także zgony będące skutkiem powikłań po odniesionych w zamachach obrażeniach, głodu, chorób i ogólnego załamania struktur państwa, liczba ta rośnie do nawet 300 000. Dodatkowo ponad dwa miliony ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. W ciągu kilkunastu lat od założenia organizacja przeszła drogę od lokalnego ruchu religijnego do jednej z najbardziej krwawych grup terrorystycznych na świecie.

Mniej więcej od 2021 roku klasyczna struktura Boko Haram zaczęła tracić znaczenie. Nie jest to jednak efekt skutecznych działań wojska czy sił państwowych, lecz rezultat wewnętrznych podziałów i konfliktu z nową dominującą frakcją — ISWAP, czyli Państwem Islamskim Prowincji Afryki Zachodniej. W wyniku starcia między obiema grupami w 2021 roku zginął Abubakar Shekau, który zdetonował ładunek wybuchowy, aby uniknąć pojmania. Część bojowników poddała się, inni przeszli do ISWAP. Przemoc jednak nie zniknęła — zmienił się jedynie jej główny wykonawca.

Bliskowschodni fundamentalizm w nigeryjskim wykonaniu – ISWAP

Państwo Islamskie Prowincji Afryki Zachodniej, znane jako Islamic State West Africa Province (ISWAP), bardzo często mylone jest z Boko Haram. Wiele zamachów naprzemiennie przypisuje się jednej lub drugiej organizacji, choć same ugrupowania nie zawsze przyznają się do przeprowadzanych ataków. Biorąc pod uwagę, że przez pewien czas działały pod wspólnym sztandarem, a ISWAP stanowiło odłam Boko Haram, zamieszanie to nie powinno dziwić. Sytuację dodatkowo komplikują mniejsze frakcje współpracujące z jedną bądź drugą stroną, co jeszcze bardziej utrudnia właściwą weryfikację. Dlatego warto wyjaśnić, jak to się stało, że ISIS — kojarzone głównie z rebelią w Iraku i Syrii — pojawiło się również w Nigerii.

Śmierć Abubakara Shekau – wieloletniego lidera Boko Haram, nie oznaczała końca rozlewu krwi. Wręcz przeciwnie — była dowodem na to, że konflikt wszedł w nową fazę. Aby zrozumieć, jak doszło do powstania nowego zagrożenia trzeba cofnąć się do 2015 roku, kiedy Boko Haram złożyło przysięgę wierności tzw. Państwu Islamskiemu (ISIS). W czasie, gdy ISIS kontrolowało rozległe terytoria w Iraku i Syrii, budowało globalną sieć „prowincji”, które miały stać się częścią ogłoszonego kalifatu. Nigeria stała się jednym z tych punktów na mapie. Nie oznaczało to jednak, że do Afryki Zachodniej przybyli emisariusze z Mosulu czy Ar-Rakki, by od podstaw tworzyć nową strukturę. ISWAP wyrosło z samego Boko Haram. Początkowo cała organizacja uznała zwierzchnictwo ISIS, lecz szybko okazało się, że Shekau nie zamierza podporządkować się zewnętrznym wytycznym.

Centrala ISIS skrytykowała jego brutalność wobec muzułmańskiej ludności cywilnej oraz sposób prowadzenia walki, który zamiast budować poparcie społeczne, pogłębiał izolację ugrupowania. W 2016 roku ogłoszono powołanie nowego lidera — Abu Musaba al-Barnawiego, syna Mohammeda Yusufa. Część bojowników uznała tę decyzję i przyjęła nazwę ISWAP. Reszta pozostała wierna Shekau.

Tak narodziły się dwie rywalizujące frakcje. Jedna działała chaotycznie i bezwzględnie, druga zaczęła budować bardziej uporządkowaną strukturę, koncentrując się na atakach na wojsko i administrację oraz na kontroli terytorium wokół jeziora Czad. Konflikt między nimi trwał kilka lat i zakończył się w 2021 roku śmiercią Shekau. Od tego momentu to ISWAP stało się dominującą siłą dżihadystyczną w północno-wschodniej Nigerii.

Warto przy tym podkreślić, że ISWAP nie jest kryjącą się po lasach grupą banitów, lecz coraz sprawniej funkcjonującą strukturą o ambicjach quasi-państwowych. Na kontrolowanych terenach pobiera podatki, ustanawia sądy rozstrzygające spory i wymierza kary zgodnie z surową interpretacją prawa koranicznego. Jednocześnie prowadzi działania propagandowe — buduje studnie, stawia prowizoryczne punkty medyczne, tworzy zaplecze socjalne dla rodzin bojowników. W ten sposób próbuje zdobywać akceptację części ludności, która postrzega jej „porządek” jako mniej skorumpowany i bardziej przewidywalny niż system państwowy.

Nie oznacza to jednak stabilizacji. Każdy kto jest choćby podejrzewany o współpracę z władzami albo nie zapłaci podatku lub w inny sposób sprzeciwi się nakazom, musi liczyć się z brutalnymi represjami czy śmiercią. Na terenach, na których aktywnie działa ISWAP mniejszość chrześcijańska jest nieustannie prześladowana, a poziom przemocy i ogólna liczba aktów terroru pozostaje bardzo wysoka.

Mniejsze frakcje, większy chaos

Choć to Boko Haram i ISWAP dominują w medialnych przekazach, nie są jedynymi grupami destabilizującymi Nigerię. W cieniu tych dwóch organizacji funkcjonują mniejsze, często mniej rozpoznawalne struktury, które dodatkowo komplikują obraz konfliktu. Jedną z nich jest Lakurwa — niewielka, ale coraz częściej odnotowywana grupa operująca głównie w północno-zachodniej Nigerii, w rejonach granicznych z Nigrem. Jej członkowie odwołują się do radykalnej ideologii salafickiej, a według części źródeł utrzymują kontakty z ugrupowaniami powiązanymi z Al-Kaidą w regionie Sahelu. Co ciekawe Lakurawa powstała jako formacja samoobrony, która miała przeciwstawić się lokalny bandom. Z czasem jednak zaczęła się rozrastać i silnie radykalizować, a w efekcie stała się większym problemem niż sami bandyci. Skala jej działań pozostaje ograniczona, jednak sama obecność kolejnego podmiotu zbrojnego pokazuje, że przestrzeń bezpieczeństwa w Nigerii ulega dalszej fragmentaryzacji.

Wpływy Al-Kaidy w Afryce Zachodniej są zresztą szersze i wykraczają poza pojedyncze struktury. Choć Nigeria nie stała się głównym bastionem tej organizacji — w przeciwieństwie do Mali czy Burkina Faso — ideologiczne i operacyjne oddziaływanie sieci powiązanych z nią ugrupowań pozostaje zauważalne, zwłaszcza w strefach przygranicznych.

Osobnym zjawiskiem są tzw. „bandits” — zbrojne gangi działające głównie w północno-zachodnich stanach Nigerii. W przeciwieństwie do struktur dżihadystycznych ich motywacja ma w dużej mierze charakter kryminalny: porwania dla okupu, grabieże, wymuszenia. Z czasem jednak granica między przestępczością a ideologicznie motywowanym terroryzmem zaczęła się zacierać. Część gangów nawiązuje taktyczne sojusze z ugrupowaniami islamistycznymi, korzystając z ich zaplecza logistycznego, wymiany broni czy ochrony. W efekcie konflikt staje się mieszanką ekstremizmu, przestępczości i lokalnych sporów o ziemię oraz władzę. To właśnie w tej gęstej sieci zależności, rywalizacji i doraźnych sojuszy zaczyna kształtować się kolejny wymiar przemocy — związany z napięciami etnicznymi i konfliktem wokół społeczności Fulani.

Fulani – od konfliktu o ziemię do przemocy zorganizowanej

Przez lata przemoc w środkowej Nigerii opisywano jako konflikt pasterzy i rolników. Taka narracja wciąż dominuje w wielu zagranicznych mediach, upraszczając złożoną rzeczywistość do sporu o wodę i pastwiska. Ta jednak jest znacznie bardziej brutalna.

Fulani to jedna z największych społeczności Afryki Zachodniej, tradycyjnie związana z pasterstwem i sezonowymi migracjami bydła. Przez dekady napięcia między wędrownymi hodowcami a osiadłymi rolnikami rozwiązywano lokalnie — poprzez negocjacje, rekompensaty i tradycyjne mechanizmy mediacyjne. Jednak wzrost liczby ludności, napływ nielegalnej broni po upadku Libii oraz słabość państwowych instytucji sprawiły, że dawny konflikt o zasoby zaczął wymykać się spod kontroli. W niektórych regionach, zwłaszcza w stanie Plateau i Benue, przemoc przestała mieć charakter incydentalnych starć. Coraz częściej przybiera formę zaplanowanych ataków na całe miejscowości. Ofiarami są w przeważającej mierze społeczności chrześcijańskie, co nadaje konfliktowi wyraźny wymiar religijny.

Nie istnieje jedna, scentralizowana organizacja reprezentująca wszystkich Fulani. Funkcjonują natomiast zbrojne grupy wywodzące się ze środowisk pasterskich — niekiedy określane zbiorczo jako „Fulani militia”. Część z nich działa w sposób oportunistyczny i kryminalny, inne wykazują cechy lepszej organizacji i koordynacji. W niektórych przypadkach ataki mają charakter systematyczny, obejmując podpalenia wsi, masowe zabójstwa i wymuszone przesiedlenia. Lokalne społeczności wielokrotnie wskazują na bierność, a czasem niezrozumiałe decyzje służb bezpieczeństwa poprzedzające ataki. Niski poziom zaufania do instytucji państwowych dodatkowo pogłębia poczucie bezkarności sprawców i osamotnienia ofiar. Wielokrotnie zdarzało się, że jedynymi, którzy starali się chronić chrześcijańską ludność cywilną byli „Huntersi” czyli myśliwi wywodzący się z miejscowych kół łowieckich. Pierwotnie ich głównym zadaniem była ochrona lasów oraz zasobów naturalnych Nigerii. Obecnie są ostatnią stanicą dla setek wsi, które narażone są na ataki.

Dziś coraz trudniej więc mówić wyłącznie o konflikcie pasterzy i rolników. W wielu miejscach przekształcił się on w spiralę przemocy o wymiarze etnicznym, religijnym i politycznym — której skutki są równie destrukcyjne jak działalność ugrupowań dżihadystycznych na północnym wschodzie kraju. Jeśli nie nastąpi szybka reakcja i zatrzymanie bandyckiej działalności milicji Fulani, już niedługo może się okazać, że dołączą one do grona najniebezpieczniejszych organizacji terrorystycznych na świecie.

Problem może już niedługo dotyczyć całego świata

Ktoś może powiedzieć, że nadal jest to problem dotyczący tylko Nigerii, ewentualnie krajów z nią sąsiadujących i co nam do tego? Nic bardziej mylnego. Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na dynamikę, z jakąś rozprzestrzenia się globalny terroryzm. Irak, Syria, Somalia, Nigeria, Mali, Burkina Faso, ale też Pakistan, Afganistan, Niger czy Kamerun. Lista krajów, które ogarnął fundamentalizm islamski i związany z nim terroryzm stale rośnie. Gdy do tego doliczyć jeszcze, miejsca, w których w ostatniej dekadzie dochodziło do zamachów, jak choćby Egipt, Filipiny, Indie, Turcja, już nie mówiąc o europejskich krajach, to okazuje się, że punktów na mapie wolnych od terroryzmu wcale nie jest tak dużo.

Nigeria to duże państwo będące jednym z liderów zarówno produkcji, jak i konsumpcji produktów rolnych. Jeśli ta zostanie zachwiana, można spodziewać się jeszcze krwawszych starć i jeszcze potężniejszej destabilizacji. Już teraz migracja z Afryki do Europy jest poważnym problemem. Działania organizacji terrorystycznych sprawiają, że ludzie masowo decydują się na opuszczenia swojego kraju. Nie ma co ukrywać, że wraz z nimi emigrują też konflikty etniczne. Sytuację nadal można rozwiązać, ale potrzebne są do tego zdecydowane działania. Skuteczne i systematyczne rozbijanie organizacji terrorystycznych i stabilizacja ekonomiczna mieszkańców krajów środkowej Afryki to jedyna droga.

Autor:

Dawid Czyż, Fundacja Orla Straż

Autor:

Dawid Czyż, Fundacja Orla Straż

Pin It on Pinterest